niedziela, 14 października 2012

Zawieszenie

Nie wiem na jak dlugo,ale muszę zawiesić bloga. Myślałam, że na studiach będę miala więcej czasu na blogowanie,ale szczerze mówiąc, jeśli mam poświęcać choćby kilka godzin tygodniowo na blogi, to nieee - odpadam. Wolę poczytać, obejrzeć coś - po prostu jakoś lepiej spożytkować wolny czas, bo nauki sporo, jeszcze ćwiczenia i ogolnie ciągle "coś" muszę zrobić, gdzieś pójść. Nie mówiąc już o wykładach...
Tutaj będę wchodzić tylko po to, żeby odznaczać dni bez słodyczy oraz aby zaglądać na kilka wybranych blogów m.in.: Tygryska, Niebieskiej, Kamy, Marthy Em, Pauliny(oczywiście mam na myśli cytrynazmiodem).

Ech... Do zobaczenia :)


piątek, 5 października 2012

Studenckie życie vs oszczędzanie.

"Biedny student" to wyrażenie, które na stałe przylgnęło do każdej osoby, która studiuje, niezależnie od tego, ile ma pieniędzy. Oczywiście nie stało się to bez powodu. Osoby, które zaczynają studia muszą tak zagospodarować otrzymane od rodziców pieniądze, aby wystarczyło "na życie" i na imprezy. A jest to bardzo trudne. Osobiście znam przypadki, gdzie znajomi schudli, bo oszczędzali na jedzeniu, żeby mieć na alkohol. Osobiście szkoda by mi było marnować aż tyle pieniędzy na zabawę, aczkolwiek teraz niczego sobie nie odmawiam, bo:
-chcę nawiązać nowe znajomości
-chcę skorzystać z reszty czasu, jaki mi został
Jednocześnie zdaję sobie sprawę, że MUSZĘ zacząć oszczędzać. Nie na alkohol, ale dla samej siebie. Żeby mieć. Żeby może potem coś sobie kupić. Żeby CZUĆ się lepiej. Tak, pieniądze dają poczucie bezpieczeństwa. Po cichu sobie marzę, że jak schudnę,to kupię sobie za te pieniądze ładne ubrania :) Haha:D
Dlatego dzisiaj i przez najbliższe dni postaram się w miarę dokładnie ułożyć plan wydatków, zachowałam rachunki ze sklepów, obliczę na ile wystarczą mi dane produkty i do dzieła.
Moim idealnym celem finansowym byłoby zaoszczędzenie 100-200zł miesięcznie bez uwzględniania pieniędzy, które mam obecnie. No wiadomo, 200 to już dużo jak dla mnie,ale 100- kto wie, może się uda?
Jeśli chodzi o pracę, to odpada. Jestem na pierwszym roku prawa i muszę się uczyć. Zresztą, rodzice by mi nie pozwolili pracować w tym roku, tym bardziej, że mają odłożone pieniądze na wszystkie lata mojego studiowania. Choć przyznam, że fajnie by było znaleźć coś takiego dorywczego, co "dałoby mi" ok. 100zł miesięcznie. Taki mały zarobek dla mojej przyjemności. Pomyślę nad tym :D

A wy? Macie jakieś pomysły na oszczędzanie?

poniedziałek, 1 października 2012

100 dni bez słodyczy.

Początek miesiąca sprzyja nowym postanowieniom. Dodatkowe kilogramy również^^. Mieszkając w domu byłam skakazana na pokusy ze strony mojej rodziny. Mama szła do sklepu - kupowała słodycze, tata- kupował. Siostra - tak samo. Przyjeżdża ciocia - ciastka na stole. Przyjeżdża siostra cioteczna - przywozi coś słodkiego (ma swój sklep). Niby powinnam ćwiczyć silną wolę i w ogóle,ale nie było to łatwe lub po prostu byłam zbyt słaba. Faktem jest jednak to, że gdy sama chodzę do sklepu, to nie kupuję słodyczy. Więc teraz, gdy mieszkam sama powinno być łatwiej. Wiem,co powiecie: mogłaś poprosić rodziców, żeby nie kupowali. Tak też robiłam,ale wyobraźcie sobie, że moja mama na przykład kupiła mi coś słodkiego TEGO SAMEGO DNIA. Horror, prawda? Oczywiście czasem faktycznie mi nie kupowali,ale trwało to zazwyczaj tylko kilka dni. Potem moja siostra prosiła o np. batona, a oni kupowali też dla mnie. I wtedy już nie potrafiłam się oprzeć...

A teraz to szkoda mi będzie pieniędzy na słodycze, haha xD Nie no, tak na poważnie: skoro czysta dieta to 70% sukcesu, to nie mam nad czym się zastanawiać. Wpłynie to również pozytywnie na moją cerę i mam nadzieję,że na samopoczucie również.

Rezygnuję ze wszystkiego,co słodkie i fast foodowe. Nie będę robić listy,bo nie jest to potrzebne. Domowe wypieki też odpadają. Będę jadła tylko to,co sobie zaplanuję. Pierwszą relację zdam za tydzień. Drugą za miesiąc. Trzecią po upływie 50 dni, a czwartą na sam koniec (który ,mam nadzieję, będzie jednocześnie początkiem całkowitej rezygnacji ze słodyczy). Jeśli jesteście tym zainteresowane, to zapraszam na bloga Niebiesko-szarej, która zrezygnowała ze słodyczy kilka lat temu:D


Start: 03.10.2012r
Koniec: 11.01.2013r.
100 dni to 2400h/144000min

EDIT: Miało być od pierwszego października,ale cholera... wczoraj na imprezie zamówiłam drinka i podali go z bitą śmietaną. Głupio było cokolwiek z tym zrobić, więc stwierdziłam,że już trudno - zacznę od 3. :)


niedziela, 30 września 2012

Poniedziałkowy zawrót głowy.

Tak, jestem normalna i wiem, że dzisiaj niedziela. :D Tematem dzisiejszej notki będą zmiany. Wszystko to związane jest z tym, że skończył się czas wolny. Należy ustalić pewne priorytety, zaplanować wszystko, itd. Chcę też wyprzedzić fakty i włączyć tryb oszczędzania zanim naprawdę zostanę biedną studentką (tak, byłam na zakupach^^).
Przerywam ćwiczenia na tydzień. Dlaczego? Ano dlatego, że cały ten tydzień jestem zabiegana, muszę załatwić mnóstwo spraw a nie znam jeszcze rozkładów i chodzę wszędzie na piechotę. Wczoraj byłam wykończona, zgubiłam się kilka razy. Po powrocie do domu padłam trupem o 18:00 i wstałam dopiero drugiego dnia o 10:00(z tym,że nie spałam całą noc, bo kilka godzin prowadziłam samochód, a drugie kilka siedzialam jako pasażerka, a prowadził tata). Poza tym chcę najpierw pochodzić chwilę na zajęcia, rozeznać się i w ogóle i wtedy wszystko jeszcze raz zaplanować.
O ile z ćwiczeniami muszę poczekać, o tyle nic nie stoi na przeszkodzie, żebym jadła czysto już teraz. Oczywiście nie będzie to 100% czysto,bo muszę zamówić whey i olej kokosowy (dlatego oficjalny start planuję właśnie na poniedziałek 8 października,bo wtedy wszystko już powinno przyjść). Ale nie będzie też śmieci. Po prostu nie będę jadła w idealnych proporcjach.

W ciągu tego tygodnia zamierzam sobie wszystko dokładnie rozplanować. Nie chcę marnować czasu.

Nowe mieszkanie jest super, współlokatorka jest bardzo miła, wesoła i ogólnie wszystko wskazuje na to,że dobrze trafiłam. Chociaż tyle :D Jutro mam spotkanie integracyjne z całym rocznikiem, a pojutrze grupowe. Ciekawe, jak będzie :)

Rzucam sobie wyzwanie, ale o nim napiszę w następnej notce. Nie spodziewajcie się czegoś niesamowitego - chyba każdy przynajmniej raz w życiu próbował czegoś takiego :D



czwartek, 27 września 2012

Inspiracje książkowe i farbowanie włosów

Już jutro wyjeżdżam. Nie mogę się doczekać, ale z drugiej strony trochę się boję, jak to będzie. Czy współlokatorka jest ok? Czy znajomi ze studiów będą fajni? Czy znajdę przyjaciół? Ech... :) Jest wiele rzeczy, które zamierzam zrobić niemalże od razu po przyjeździe (oczywiście oprócz zakupów). Jedną z tych rzeczy jest: BIBLIOTEKA. Znudziło mi się czytanie e-booków, tęsknie za tradycyjnymi książkami i już nie mogę się doczekać Wiedźmina :D Dzisiaj pofarbowałam włosy. Zadanie było trudne,bo miałam spore odrosty, a chciałam ufarbować też całe włosy. Oczywiście wszystko robiła mama - jak zwykle :) Nie wyszło jak chcialam, nie jest idealnie i przyznam, że pierwszą godzinę po wyschnięciu włosów przepłakałam. Ale potem jakoś zaczęłam się przeglądać w lusterku i faktycznie chyba nawet bardziej mi do twarzy w lekko jaśniejszych włosach. Jeśli chodzi o sam proces farbowania to wygladał on następująco: 
-farbowanie odrostów -->czekanie 25 minut
-farbowanie reszty --> czekanie jakieś 10-15minut
-zmycie farby łagodnym szamponem z SLS (Avea się chyba nazywa)
-nałożenie odżywki Isana na kilka minut
-płukanka octowa w proporcji 1litr wody i 1,5łyżki octu 
Odżywki dołączone do farb oddałam siostrze(zużyłam 2 opakowania farby),bo ona ma i tak zniszczone włosy, więc robi z nimi co chce i nakłada byle co. 

A teraz trochę książkowych inspiracji. :)


środa, 26 września 2012

Przygotowania :D

Dawno nie pisałam,ale mam usprawiedliwienie :) W nocy z piątku na sobotę wyjeżdżam do innego miasta(na razie nie będę pisać, co to za miasto). Oczywiście to wszystko związane jest ze studiami. W każdym razie pakuję się już od kilku dni, piorę, prasuję, segreguję, robię listy. Już nie mogę się doczekać^^

Oczywiście staram się wykorzystać ten czas dla siebie, dlatego oglądam sporo filmów, Gotowe na wszystko(wciągnęłam się :P), czytam. Nawet coś narysowałam, choć nie jestem zadowolona z efektów. No,ale nie dziwię się, skoro tak rzadko to robię.

Treningi oczywiście nadal są,ale robię 3x w tygodniu, a nie 4 tak jak wcześniej, bo doradzałyście zawsze, że lepiej wolniej i skuteczniej, a gdy robiłam 4x w tygodniu, to byłam bardziej zmęczona i czasem trening był taki nijaki. Wczoraj robiłam trening B i pozytywną rzeczą jest to, że po ukończeniu mimo, że byłam wykończona, to jednak wiem, że dalabym radę zrobić 4 obwód (no może przy wykrokach bym padła na twarz,ale najwyzej zrobilabym o kilka powtórzeń mniej). Dlaczego mimo wszystko poprzestałam na 3? No niestety takie są uroki dzielenia pokoju z siostrą, która już od 2 obwodu krzyczała, żebym już kończyła,bo chce wejść do pokoju. :P Jeśli chodzi o obciążenia, to pozostaje mniej więcej bez zmian.
Rezultaty: przyznam szczerze,że nie mam pojęcia czy waga/wymiary spadły. Nie sprawdzam tego w ogóle, bo boję się rozczarować i boję się, że brak zmian mógłby mnie zniechęcić. Więc poczekam na pierwsze wizualne efekty, które dostrzegę gołym okiem :D Jeśli chodzi o te wymiary, to jest jeszcze jedna sprawa, mianowicie- puchnięcie, o którym mówiła Tygrysek oraz okres, a raczej PMS,ale o tym kiedy indziej.

Brakowało mi ostatnio cardio :D Jeździłam czasem na rowerku stacjonarnym,ale w ogóle się na nim nie męczę, więc postanowiłam złożyć to cholerne puchate coś (tj. dywan) i skakałam na skakance :)

No i jeszcze coś - jestem zauroczona babeczkami marchewkowymi <3

To chyba tyle na razie :)

EDIT: Z mniej fajnych wiadomości: przez całe wakacje praktycznie nie widziałam komarów na oczy, a dzisiaj w nocy jedno komarzysko mnie tak użarło, że ciągle siedzę i się drapę (mam 5 ugryzień! ) wrrr...



poniedziałek, 17 września 2012

Pielęgnacja twarzy - WOW

 Minął tydzień odkąd rozpoczęłam nowy etap pielęgnacji twarzy. Najpierw wyjaśnię na czym polegał, a potem napiszę o efektach:
-rano i wieczorem - tonik z kwasem migdałowym 5%
-po ok. 20min. od użycia toniku - olejek tamanu (czasem z kwasem hialuronowym, czasem bez,ale częściej bez)
-OCM - zrobiłam tylko raz i to w mega uproszczonej wersji z oliwą z oliwek, olejkiem tamanu i ciepłą wodą
-na drapaniu przyłapałam się dwa razy po prawej stronie (!!!)
-podkładu użyłam tylko raz w tym tygodniu
-ograniczyłam nabiał
-niestety słodkie nie zostało wyeliminowane, a jedynie minimalnie ograniczone (do poprawy!!!)
-w ciągu dnia, jak dotknęłam twarzy i nie czułam olejku pod palcem, to oczywiście smarowalam się olejkiem tamanu, niezbyt często,ale myślę, że ŁĄCZNIE w ciągu dnia smarowałam się nim 4 razy.
-raz zrobiłam peeling z korundu
-raz zrobiłam maseczkę ze spiruliny

Efekty: 
Już na drugi dzień wyskoczył mi pryszczol na nosie. Spojrzałam w lustro, WTF?? Oczywiście byłam trochę zaskoczona i zła, ale pomyślałam -trudno, może będę miała wysyp. Na szczęście jednak wysypu nie było. Powiem więcej: pozostałe pryszcze albo całkiem zniknęły albo zmalały, twarz się wygładziła i jakby lekko rozjaśniła(promienieje??). Jest milsza w dotyku. Oczywiście początkowo myślałam, że to placebo(często u mnie występuje, lol), ale zmieniłam zdanie, gdy mama wczoraj zapytała czy mam podkład na twarzy, a ja zdziwiona odparłam, że nie. Wywiązała się dyskusja i zarówno mama, jak i siostra powiedziały, że widzą poprawę! :D Dzisiaj była u mnie siostra cioteczna, która o mojej pielęgnacji nie wiedziała i sama też wspomniała, że "coś mi z buzi trochę poschodziło". Wtedy postanowiłam, że napiszę posta o pierwszych efektach. Oczywiście, NIE SA ONE SPEKTAKULARNE, co to to nie. Ja po prostu miałam twarz w kiepskim stanie, więc najmniejsza poprawa jest u mnie zauważalna.
Wracając do drapania policzka po prawej stronie, przy którym postawiłam wykrzykniki. Otóż tam poprawa była do czasu, gdy właśnie popełniłam ten grzech i rozniosłam bakterie drapiąc. Jestem w ogromnym szoku,bo naprawdę  NIGDY nie przypuszczałam,że to moje drapanie (bo tu już nie chodzi o wyciskanie, tylko o takie prawdziwe drapanie) wpływa tak źle na moją twarz. Pewnie, że słyszałam o roznoszeniu bakterii,ale no kurde, nie docierało to do mnie, dopóki nie zaczęłam z tym przesadzać.

Tonik ma mi wystarczyć jeszcze na tydzień, potem zacznę stosować peelingi z kwasem migdałowym. Następne podsumowanie będzie ze zdjęciami i przypuszczam, że pozwolę sobie na nie najwcześniej za miesiąc, ale możliwe, że dopiero za trzy, ze wzgledów technicznych.

Pozdrawiam :)

EDIT: Przy takiej pielęgnacji, szczególnie mam na myśli kwas migdałowy, najlepsze efekty osiągne właśnie po 3-4miesiącach, później będę musiała zdecydować się na coś innego,bo kwasy AHA, do ktorych należy mój migdałowy, działają właśnie przez taki okres, potem skóra się przyzwyczaja.
EDIT2: klik - tutaj znajdziecie więcej informacji o toniku, polecam poczytać również inne notki :)
klik - tutaj wykonanie toniku krok po kroku wraz ze zdjęciami :)

środa, 12 września 2012

Treningi

WAŻNE: Ćw. 7 Trening A (podciąganie obciążenia wzdłuż tułowia)- 6kgx2
Ćw. 5 (wznosy z opadu)w obwodzie II i III powinno być 7,5kgx15
Ukończenie Treningu B dało mi wiele radości. Chodziłam po domu i opowiadałam wszystkim, jaki to ze mnie koks ;D Wykroki przestały być takie fajne,ale mimo wszystko czułam się świetnie (nawet z lekkimi zakwasami na drugi dzień). Najśmieszniejszym momentem bylo jak w pewnej chwili pomiędzy ćwiczeniami wzięłam szklankę z wodą,ale straciłam czucie w ręce i w jednej chwili połowa wody znalazła się na mnie. Przynajmniej było mi troszkę chłodniej^^ 
Jeśli chodzi o Trening A -masakra. Zresztą widać to przy trzecim obwodzie - końcówka była miażdżąca, do rozciągania musiałam się zmusić i było mi niedobrze. Po treningu musiałam się położyć. Nie było fajnie i byłam zbyt zmęczona, żeby czuć cokolwiek oprócz chęci śmierci. Ale dałam radę (prawie) i teraz doszłam już do siebie. Jestem dumna z pompek w podporze tyłem - kiedyś były dla mnie męczarnią,ale teraz jakoś wypracowałam sobie technikę, przywykłam do wysiłku,no i jest:D 
Wiem, że idę we właściwym kierunku i żałuję, że wcześniej nie zwiększyłam obciążeń. 

Oprócz treningów siłowych nie robię nic, próbowałam Jillian,ale mi nie podeszła. ZWOWy zaś były dla mnie zbyt męczące i nie dałam rady. Na razie chcę się skupić na siłowym, nie chcę się zniechęcić. 

Jeśli interesuje was rozpoczęcie treningu siłowego lub chcialybyście zacząć jakiś trening w domu, np. Jillian, Insanity, itd. to zapraszam do Tygryska (tutaj). :) Mnie Tygrysek pomogła i są efekty,bo jestem coraz silniejsza :D (dziękuję )

Pozdrawiam :) 


poniedziałek, 10 września 2012

Raz z górki, raz pod górkę.

Zostałam ostatnio przez was pochwalona, że mi się tyle rzeczy udaje, że trzymam się planu, itd, a tu w weekend klapa. W piątek wydarzyło się kilka niekoniecznie przyjemnych rzeczy, sobota i niedziela też za wesołe nie były. Odkryłam też źródło swoich niepowodzeń - nie wiem,czy tak to się mówi,ale zajadam stres. Tak, zgadza się, zawaliłam weekend totalnie. Nie robilam nic - mało czytałam, nie ćwiczyłam, mało się uczyłam angielskiego, jadłam dużo śmieci. Dodatkowo odkryłam (dzięki Marthcie Em z tego bloga), że moja dieta jest okropna i postanowiłam ułożyć nową (z pomocą forum sfd).

Dzisiaj jest już dobrze, pozbierałam się do kupy, dałam sobie wycisk na treningu, postanowiłam skupić się tylko na moich celach, nie myśleć o niczym innym, nie przejmować się. Niby fajnie,ale z drugiej strony boję się, że przy następnej okazji znowu zawalę.

Przyszła paczka ze zrobsobiekrem.pl
Teraz moje zapasy wyglądają tak:
-olejki: rycynowy, awokado, makadamia, arganowy i tamanu
-kwas migdałowy
-kwas hialuronowy 1%
-spirulina
-korund kosmetyczny

Zrobiłam sobie tonik z kwasem migdałowym wg przepisu (tutaj). (bardzo dziękuję autorce bloga) Ale strasznie się namęczyłam ze zrobieniem odpowiedniego pH.
Natomiast więcej o pielęgnacji twarzy możecie poczytać tutaj - świetny blog, mnóstwo przydatnych informacji -polecam :)

Moja pielęgnacja twarzy wygląda teraz następująco:
-do mycia twarzy stosuję OCM z olejkami makadamia lub awokado (bez rycynowego,bo mnie zapychał)
-krem z filtrem 50+ rano, Babydream
krem z filtrem 50+ 
-nie używam wody z kranu (używam wody mineralnej lub przegotowanej)
-gdy nie wychodzę z domu, to smaruję twarz innymi olejkami, np. arganowym, tamanu
-okolice oczu smaruję maścią z wit. A (że niby walczę ze zmarszczkami, hłe hłe :D nie no, tak na poważnie, jeśli chodzi o profilaktykę, polecam ten post, pozdrowienia dla Huriji :)
krem nawilżający
-jeśli chodzi o kremy nawilżające, to stosuję również Babydream (tylko różne rodzaje są, ja stosuje zamiennie)
-raz w tygodniu robię maseczkę z alg
-raz na ok. 1,5 tygodnia robię peeling z korundu (nie wiem czy tak to się odmienia)

Zrobiłam zdjęcia twarzy, za jakiś czas pokaże efekty, jeśli jakiekolwiek będą. :)

Pozdrawiam! :)

sobota, 8 września 2012

Książki - moje opinie.

Krótkie podsumowanie dotychczas przeczytanych książek Nie umiem "ładnie" pisać i nie staram się również napisać pełnej recenzji, tylko takie moje przemyślenia "na szybko".

1. Stephen King - Carrie 
Jeśli chodzi o Kinga, to zawsze wzbudzał we mnie mieszane uczucia. Niektóre jego książki są świetne, a niektóre to zwykły chłam. Czasem opisy są zbyt długie, czasem wtrąca coś zupełnie niepotrzebnie, psując efekt, a czasem denerwujący jest sam fakt, że większość jego głównych bohaterów, to pisarze. Tak czy siak, wracam do Kinga od czasu do czasu, bo mimo wszystko warto.
Carrie to, o ile się nie mylę, pierwsza powieść Kinga. Zostałam zachęcona do jej przeczytania przez koleżankę. Jest to historia dziewczyny, która całe życie była pośmiewiskiem ze względu na swój wygląd i zachowanie. Ale posiadała pewną niespotykaną umiejętność... Jej matką była psychopatka, która modliła się kilka godzin dziennie, znęcała się psychicznie nad córką i uważała praktycznie wszystko,co ją otaczało, za grzech. Zaletą tej książki jest to, że historia przedstawiona została z puntku widzenia różnych ludzi, dzięki czemu uzyskujemy pełny obraz sytuacji. Najbradziej podobały mi się opisy oczami Carrie - były jakieś takie... przerażające. Nie umiem tego wyjaśnić,ale ogólnie książka nie jest zła. Czy polecam? Tak, głównie dlatego, że książka jest krótka, szybko się czyta, więc czas nie zostanie zmarnowany. 


2. Stephen King - Cmętarz zwieżąt
Od razu powiem, że książka mnie zawiodła. Zawsze słyszałam, że to jeden z lepszych horrorów, zaraz obok Miasteczka Salem. No i o ile Salem było świetne, o tyle Cmętarz w połowie zaczął mnie nudzić i tak pozostało do samego końca. Mnóstwo niepotrzebnych opisów, historyjek, połowa książki praktycznie o niczym, choć nie powiem -przywiązałam się do glównych bohaterów, zaś Gage'a uważam za jednego z najrozkoszniejszych dzieciaków :) O czym opowiada ta historia? Pewna rodzina przeprowadza się do Ludlow (o dziwo główny bohater jest lekarzem, a nie pisarzem), gdzie poznaje fajncych sąsiadów. Za ich domem ciągnie się ścieżka, która prowadzi do cmentarza zwierząt prowadzonego przez dzieci. 

Wydaje mi się, że w tym momencie połowę fabuły mamy za sobą, niektórych rzeczy też się pewnie domyślacie, bo sporo rzeczy można przewidzieć. Czy polecam? Pół na pół. Mnie się nie podobała,ale znam osoby, które są zachwycone tą książką, więc myślę, że to kwestia indywidualna.

3. Haruki Murakami - Norwegian Wood
Chciałabym pozostawić tę książkę bez komentarza,ale nie mogę Chciałabym być również jedyną osobą na świecie, która ją przeczytała. Jestem zazdrosna o każdą osobę, która zagłębi się w ten świat, który nie wiem czemu, stał mi się tak bliski. Czasem jest tak, że to czy książka nam się spodoba, czy nie, zależy od nastroju, w jakim jesteśmy czytając ją. Norwegian Wood trafił w mój nastrój perfekcyjnie. Melancholia, nostalgia, bogactwo doznań,silnne oddziaływanie na zmysły i niezmiernie ciekawe postacie, w których często po części widziałam siebie. Magiczna książka. Czy polecam? Nie. Dlaczego? Z zazdrości, że możecie przeczytać ją pierwszy raz...


4. Andrzej Sapkowski - Ostatnie życzenie
5. A. Sapkowski - Miecz przeznaczenia
6. A. Sapkwoski - Krew elfów 
Na razie przeczytałam tylko tyle, jeśli chodzi o Wiedźmina,bo w mojej bibliotece nie ma dalszych części (!!!!!)
O tych książkach nie chcę zbyt dużo pisać, bo nie mam obeznania w tym gatunku, aczkolwiek póki co seria BARDZO mi się podoba i jestem przekonana,że trafi na listę moich ulubionych książek. Poza tym chyba każdy się orientuje, o czym mniej więcej jest ta seria, nawet, jeśli nie miał z nią do tej pory bezpośredniej styczności. Czyta się szybko, jest lekka,barwna, wciągająca, a głównych postaci nie sposób nie lubić. Czy polecam? Zdecydowanie tak. 

Na razie to tyle. Mam do przeczytania mnóstwo książek i prawdę mówiąc nie bardzo potrafię wybrać, od której zacząć. Jestem w trakcie Hobbita, którego wstyd przyznać, ale nigdy nie czytałam, a poza tym waham się między Grą anioła, 1Q84, czymś Puzo lub czymś Christophera Moore'a. A może wy mi polecicie coś fajnego? :) 

piątek, 7 września 2012

Coraz lepiej

Realizacja moich planów idzie coraz lepiej:

-stale powiększa się moja lista rzeczy potrzebnych na studia(co oznacza, że może wreszcie o niczym nie zapomnę! :P)
-nie opuścilam żadnego treningu siłowego, jutro robię Trening B z 2kg hantlami,ale obwód tym razem 3x, natomiast od następnego razu pokombinuję z obciążeniem.
-uczę się słówek z angielskiego z programem Anki - świetna sprawa, bo nie tylko wyrabiam w sobie systematyczność,ale również ćwiczę pamięć, uczę się nowych słówek,a  przede wszystkim nauka wydaje się być bardziej efektywna! Dodatkowo oglądam gotowe na wszystko w oryginale :)
-skoro nie mam na razie możliwości nauki nowego języka z powodu braku dostępu do podręcznikow(mam same e-booki), to wezmę się za niemiecki,bo po 3 latach nauki w szkole, wciąż jestem beginner
-czekam na przesyłkę ze zrobsobiekrem.pl - przy najbliższej okazji napiszę o tym posta
-regularnie pielęgnuję włosy
-przeczytałam kolejne książki (zapraszam do zakładek)
-jeśli chodzi o odżywianie, to wciąż trochę grzeszę,ale już znacznie lepiej mi idzie odmawianie sobie różnych rzeczy
-staram się nie dotykać twarzy i choć czasem o tym zapominam, to już widzę znaczną poprawę! <hura>

Żeby nie było, że jest tak pozytywnie:
-zepsuły mi się moje ukochane słuchawki
-ominęła mnie dzisiaj fajna impreza i jest mi z tego powodu bardzo przykro
-brak mi weny na rysowanie

wtorek, 4 września 2012

Treningu brak - amoże jednak nie? :D

Dziś treningu nie będzie. Nie dam rady. xD Byłam u cioci na wykopkach i to dopiero był siłowy o_O Samo zbieranie ziemniaczków to jeszcze nic,ale uparłam się, że będę sama opróżniała przyczepę. Udało mi się opróżnić ok. 3/5.
Mam siłę na trening,ale trochę się naschylałam i bolą mnie plecy na dole tak, że ledwo się ruszam. Właśnie tego najbardziej nie lubię w pracy w polu - pochylania się. Bo wiem,że to złe dla kręgosłupa. Dlatego staram się w większości przypadków, jeśli coś zbieram/wyrywam/itd. kucać, ale przy opróżnianiu przyczepy musiałam inaczej.
Ale jestem zadowolona, byłam w sadzie i mam ogromne zapasy papryki, ogórków, pomidorów, jabłek, śliwek i za kilka dni będę mieć orzechy. Także samo zdrowie ;)
Btw, jutro lub w piątek kolejne wykopki. xD
Dzisiaj robię kolejne zamówienie na zróbsobiekrem - sąsiadka mnie prosiła o olejek tamanu, więc sobie też przy okazji coś zamówię, jednak wcześniej poszperam na blogu Italiany, bo kwasy do twarzy szczerze mnie zainteresowały. Muszę w końcu ogarnąć cerę -został mi miesiąc do pójścia na studia^^

Mam już szczegółową listę rzeczy potrzebnych na studia, podręczników no i w ogóle wszystkiego (bo jestem uzależniona od list typu "to do", "to read", itd.)

Jestem zajęta - a  to największa zaleta wszystkiego,co robię, bo nie mam wtedy czasu myśleć.

Edit: Plecy przestały trochę boleć, więc spróbuję zrobić Trening B.
Edit2: Trening zrobiony.

poniedziałek, 3 września 2012

konkurs + mój mały sukces

Po pierwsze: Italiana organizuje świetny konkurs z naprawdę fajnymi nagrodami z okazji rocznicy powstania bloga:) Zapraszam tutaj: KLIK .
Po drugie: Zrobiłam wreszcie klasyczne pompki!!! (huuurrraaa!!) Udało mi się zrobić 5:D A kiedyś umiałam najwyżej jedną.;D Oczywiście zrobiłam je przy łatwiejszym układzie rąk, czyli trochę szerzej niż zwykle. Do tej pory, gdy próbowałam, to zawsze dłonie miałam blisko siebie i dlatego było mi ciężej.
Po trzecie: Pompki w podporze tyłem. -Pierwsza seria-3, druga - 6. Tutaj nic nie kombinowałam, po prostu się udało! :D Jejku, tak się cieszyłam wczoraj jak głupia. ;D
Po czwarte: Zrobiłam całą tabatę pajacykową, utrzymując w każdej serii 29 pajacyków. (jupi!). Jednak jest też pewien minus. Odkryłam od czego miałam kilka dni temu zakwasy i od czego miałam wczoraj i dzisiaj... No właśnie od tej nieszczęsnej tabaty :( Bolały mnie ręce, barki, kark. Masakra. Nie pomógł masażer tuż po tabacie i przed snem. Nie pomogło białko w postaci mleka i twarogu. Kąpiel też nie pomogła. Lepiej poczułam się dopiero po Treningu B. Czyli faktycznie zakwasy należy "rozćwiczyć".

To chyba na razie tyle :) Bye! :*

piątek, 31 sierpnia 2012

Powrót.

Okey, już jestem :)
Dzisiaj wykonałam trening B, z tym, że zaczęłam tak jakby od nowa, bo przyszły mi hantelki i teraz wygląda to trochę inaczej,bo jednak bardziej się męczę. Czyli podsumowując, mam za sobą jeden trening A i jeden B z hantelkami po 2kg na rękę, plankami na 35-40s oraz powtórzeniami po 15(nie licząc pompek w podporze tyłem ^^).
Jutro zobaczę, czy będę miała zakwasy (ostatnio miałam, dlatego dzisiaj rozciągałam się odrobinę dłużej ;/).
Jeśli wszystko będzie ok, to rano zrobię miękkie nogi, a potem tabatę. Postaram się 6 serii zrobić (8pewnie nie dam rady).
Okres spóźniał mi się jakieś 20 dni. Niby mi to nie przeszkadza, ale "objawy" miałam mimo wszystko dwa razy dłużej niż powinnam (a co za tym idzie zwiększył mi się dwukrotnie trądzik na twarzy i spuchłam).
Waga również lekko wzrosła (dzień ważenia przypadł na dzień dostania okresu). Także wspaniale... Btw, w ramach pielęgnacji stóp pokaleczylam sobie do krwi całe pięty i nie tylko. Szczypie do tej pory.

No ale nic, próbuję dalej. W sumie zależy mi przede wszystkim na efektach wizualnych.

Co do innych celów:
-przystopowałam z czytaniem, bo po pierwsze Rhett Butler trochę mnie nudzi
po drugie: zbyt dużo czytałam wcześniej i teraz szybko zaczynają boleć i łzawić mi oczy
-słówka z angielskiego powtarzam regularnie
-coś ruszyło z drugim językiem
-oglądam Gotowe na wszystko BEZ napisów.
-trochę rysowałam
-zrobiłam listę rzeczy potrzebnych na studia i do przeprowadzki

To chyba tyle na razie.



poniedziałek, 27 sierpnia 2012

Wyjazd

Niestety nie będzie mnie przez kilka dni, ale może uda mi się coś napisać podczas mojej nieobecności.

Papa :)

sobota, 25 sierpnia 2012

Trening obwodowy.

WAŻNE: Nie potrafię obserwować blogów. Dodaję,ale wyskakuje coś takiego: Przepraszamy...
Realizacja Twojego żądania była niemożliwa. Spróbuj ponownie teraz lub trochę później.

Oczywiście ta sytuacja trwa odkąd założyłam bloga, więc.... <bezradny> Co nie oznacza, że nie czytam waszych blogów. Wręcz przeciwnie -jestem od nich uzależniona i codziennie sprawdzam wszystkie, ktore mam dodane do ulubionych w przeglądarce :)
Ale do rzeczy:
Ok, jestem po treningu A i B, także czas napisać, co i jak.
Trening A wydał mi się mniej wyczerpujący od treningu B, aczkolwiek bardziej skomplikowany.
Podoba mi się ćwiczenie wznosy z opadu,bo stanowi dla mnie wyzwanie i jest ogólnie najfajniejsze z zestawu A, natomiast nienawidzę pompek w podporze tyłem,bo potrafię zrobić jedynie jedną.
Mam nadzieję, że to się zmieni wkrótce ;) Jeśli chodzi o klasyczne pompki, to robię na razie damskie, bo męskich nie umiem (umiem jedną xD)Oba treningi robiłam w butelkami wody 1,5l i o ile podczas treningu A ciężar ten wydał mi się niewystarczający, o tyle w treningu B na razie butelki mi wystarczą, a mniej więcej po tygodniu zwiększe obciążenie (o ile hantle zdążą do mnie dojść :D)
Jeśli chodzi o trening B, to plank max czas - dałam radę 30s w pierwszym i 35 w drugim obwodzie, co oznacza,że mam słabiutkie ręce. Martwy ciąg to dla mnie czarna magia mimo kilkukrotnego czytania i oglądania filmików instruktażowych. Niby to robię,ale sama nie wiem. Ani nic nie czuję ani nic. W treningu b jest większość ćwiczeń na rąk, dlatego to one najbardziej mi się zmęczyły, choć ogólnie zarówno po A, jak i po B zmęczona nie byłam.
Moja "przygoda" z rozciąganiem trwa i obecnie mogę już w siadzie płaskim z lekko rozszerzonymi nogami dotknąć głową kolana w obu nogach i mój kolejny cel to dotknąć głową kolan przy złączonych nogach. :)

Spróbowałam zrobić tabatę z pajacykami,bo jest to dla mnie najprostsza wersja,ale dałam radę tylko 5 razy. Robiąc pajacyki liczyłam i wyszło, że w 20s robię dokładnie 29 pajacyków (tylko raz zrobiłam 28). Nie wiem czy to źle czy dobrze. Faktem jest, że więcej nie dalam rady,a  nie chciałam nabawić się kontuzji (dzięki jeu za ostrzeżenie :D). Ręce w okolicach bicepsu czuję do tej pory^^ Tabata mi się spodobała - kolejne wyzwanie :D Będę robiła tyle, ile dam radę, aż w końcu dojdę do 8 rund ;D

Jutro jest dzień bez obwodów, więc pewnie pojeżdzę na rowerku, spróbuję tabatę jeszcze raz i namówię na nią siostrę ;D i poskaczę na stepmanii,bo znalazłam zestaw piosenek rockowych i jest tam mój ukochany SOAD i to w rewelacyjnym tempie, które wydaje się być wręcz stworzone dla mnie. :D No i znalazłam w końcu Hit the road Jack,bo też ma skoczne, szybkie kroki. Tylko jedna strzałka trochę zaczyna mi szwankować,ale dam radę ;D

Z dietą nie jest idealnie, wciąż walczę ze słodyczami i dzisiaj tę walkę przegrałam,ale przez kolejny tydzień postaram się wygrać. No i zdarzył się dzisiaj niefajny incydent, ale zapanowałam nad tym i po prostu poszłam ćwiczyć.

No i co do hobby - nie mogę absolutnie zebrać się do rysowania. Chcę mi się bardzo rysować,ale jak przyjdzie co do czego, to jakoś nie mogę się zmotywować. :(
Zaczęłam za to naukę słówek z angielskiego. Robię robie powtórki z Anki i może ruszę też trochę z gramatyką? Obejrzałam też pierwszy odcinek Gotowych na wszystko z angielskimi napisami, żeby się przyzwyczaić do imion, głosów, itd. Po 5 odcinkach odstawię napisy.
Jeśli chodzi o drugi język - na razie musi poczekać,bo nie wyrabiam. Sporo czasu zajmuje mi czytanie, a od tego za cholerę nie mogę się oderwać. Przeklęty Sapkowski, głupi King i kuszący McCaig! Ale nie, muszę przyhamować,bo Kinga i tak czytam e booki,ale Wiedźmina chcę w papierowej wersji a moja biblioteka dysponuje jedynie 3 częściami <yeah>

piątek, 24 sierpnia 2012

Coś pękło.

Wiecie co? Chyba coś we mnie wreszcie pękło. Tym razem czuję, że mi się uda. Niby zawsze przy odchudzaniu na początku zakładałam, że będę szczupła,ale tym razem jestem tego pewna i nie mówie tego,aby sie motywować czy coś w tym stylu. Ja naprawdę jestem pewna, że będę szczupła! :D

Wszystko mam pod kontrolą, wszystko planuję, notuję, sprawdzam. I jest dobrze. :) Jakoś sobie radzę. Trochę męczą mnie wyrzuty sumienia spowodowane jedzeniem jajek (jestem wegetarianką), ale zmuszam się do jednego dziennie, które jest mi potrzebne do placka owsianego(jem go na śniadanie).

Muszę dopisać kolejną książkę do spisu, bo wreszcie trafiłam w bibliotece na Rhetta Butlera! :D Czytałam kiedyś e booka,ale to nie to samo i w sumie mało już pamiętam. Ale kurde - ok. 550 stron ;( A mam tyyyle innych książek do przeczytania, których nie mogę się doczekać.

Byłam ostatnio na rolkach,ale mam stare z czasow dziecinstwa i nie są już chyba sprawne, wiec jeżdżąc naprawdę balam się o swój kręgosłup, glowę, zęby^^ i kostki. Więc tę aktywność porzucam i dziś było ponad 1,5h na rowerku stacjonarnym w ramach cardio. Jutro trening B i może stepmania jak mi się będzie chciało. :D


Jeśli chodzi o cel związany z dbaniem o ciało i włosy, to tak:
ciało -masaże Relax& Tone (po pół godz na jedną nogę), balsamy do ciała
włosy- olejowanie(oliwa z oliwek, olejki: rycynowy, arganowy, awokado i makadamia), maska Aletrra, szampon Babydream fur mama i odżywka Isana. Olejowanie robię już od miesiąca i widzę dużą poprawę.
Jeśli chodzi o twarz i metodę OCM to też robię już od jakiegoś miesiąca i na razie brak efektów :( Ale roznoszę bakterie na twarzy,bo ciągle ją dotykam lub drapie i muszę się pozbyć tego nawyku.

Cieszę się, że jestem taka podekscytowana i zajęta tym wszystkim,bo przynajmniej odciągam swoją uwagę od reszty przykrych rzeczy. I to jest chyba największy plus.

czwartek, 23 sierpnia 2012

Plan treningowy.

Miałam ułożony plan treningowy, niestety nie wypalił ze względu na brak drążka. Zniechęciłam się bardzo,ale  Tygrysek bardzo mi pomogła(dziękuję:*) i dziś zaczynam ten trening(wersja do ćwiczeń w domu):

trening A
1) Wznosy nóg z leżenia
2) Wspięcia na palce obunóż
3) Przysiady klasyczne z hantlami
4) wejście na ławkę z hantlami
5) wznosy z opadu
6) Pompki klasyczne max powtórzeń
7) Podciąganie obciążenia wzdłuż tułowia, oburącz
8) Pompki w podporze tyłem


trening B
1) plank max czas
2) Martwy ciąg z hantlami
3) Wykroki z hantlami
4) wiosłowanie hantelką
5) wyciskanie hantli leżąć (jeśli masz możliwość np na taboretach, ławie wąskiej)
6) Wyciskanie hantli stojąc na barki
7) uginanie przedramion (biceps)
8) wyciskanie francuskie stojąc (triceps)

Ponieważ butelki z wodą długo mi nie posłużą, zamówiłam dzisiaj hantle na allegro:)
Dzisiaj wykonam trening A x2 z butelkami wody. Jutro cardio, np. 2 h na rowerku stacjonarnym, a w sobotę trening B.

Pomiary wykonałam,ale nie zamieszczę ich, bo się wstydzę. :) Jak będą rezultaty, to dam znać. Trening ten ma mnie głównie przygotować do pójścia na siłownię. Wybieram się tam w październiku. Czemu tak późno? Bo wtedy idę na studia, czyli wyprowadzam się do miasta, gdzie JEST siłownia xD Wreszcie;D

Trzymajcie kciuki.


poniedziałek, 20 sierpnia 2012

Być bardziej oczytaną.

Oto mój kolejny cel. Chyab jeden z najprzyjemniejszych, bo któż nie lubi czytać? :) Problemem jest oczywiście znalezienie czasu,ale teraz mamy wakacje, więc możemy bez przeszkód oddać się tej przyjemności.

Oto lista książek, które chce przeczytać w najbliższej przyszłości(czyli do końca roku):

Lista ta oczywiście będzie stale aktualizowana.
1. A. Sapkowski - Ostatnie Życzenie
2. A. Sapkowski - Miecz przeznaczenia
3. A. Sapkowski - Krew elfów
4. A. Sapkowski - Chrzest ognia
5. A. Sapkowski - Wieża Jaskółki
6. A. Sapkowski - Pani Jeziora
7. A. Sapkowski - Coś się kończy, coś się zaczyna
8. Carlos Ruiz Zafon - Gra anioła STOP
9. Jan Paweł Krasnodębski - Stokrotka STOP
10. Ayn Rand - Atlas zbuntowany
11. Stephen King - Smętarz dla zwierzaków
12. Stephen King - Carrie
13. Tolkien - Hobbit
14. E. A. Poe - Opowieści niezwykłe
15. Tolkien - Drużyna pierścienia
16. Tolkien - Dwie wieże
17. Tolkien - Powrót króla
18. G. Martin - Gra o tron
19. G. Martin - Stracie królów
20. G. Martin - Nawałnica mieczy
21. G. Martin - pozostałe części cyklu
22. M. Puzo - Omerta
23. M. Puzo - Czwarty K.
24. M. Puzo - Ciemna arena
25. Ursula le Guin - Czarnoksiężnik z archipelagu
26. C. Paolini - Eragon
27. Donald McCaig - Rhett Butler
28.
29.
30.

Legenda:
przeczytane
w trakcie czytania
zrezygnowałam

Herbaty - eliksiry szczęścia.

Skąd taki tytuł? Ano stąd, że herbaty, o ktorych zaraz będzie mowa, mają tyle mega pozytywnych właściwości, że regularne ich picie z pewnością uczyni was szczęśliwszymi. Nie będę wypowiadać się na tematy, o których nie mam bladego pojęcia, dlatego zajmę się jedynie podstawowymi rodzajami herbat, które ja piję. :) Picie tych herbat jest jednym z pomniejszych celów, które pomogą mi schudnąć, zadbać o zdrowie, ciało, samopoczucie i formę.


 
HERBATA ZIELONA
Chyba najpopularniejsza ze wszystkich herbat, choć moim zdaniem nie najlepsza. Dostępna w różnych wersjach smakowych, moja ulubiona to z owocem pigwy.
Właściwości:  
-zawiera duże ilości witamin (między innymi C, K, E) i minerałów.
-działa doskonale na układ krwionośny regulując ciśnienie.
-zapobiega powstawaniu kamieni w nerkach i wątrobie.
-chroni przed reumatyzmem a także zmniejsza jego natężenie.
-dzięki działaniu antybakteryjnemu sprawdza się jako substancja wspomagająca w leczeniu chorób o podłożu zapalnym (grypa).
-przeciwdziała wylewom i zawałom serca.
-obniża poziom cholesterolu.
-wspomaga proces trawienia
-likwiduje wolne rodniki.

HERBATA BIAŁA
Osobiście moja ulubiona (szczególnie z płatkami róży).
Moim zdaniem ma najlepszy smak,ale to już kwestia gustu.
Właściwości:
- zawiera dużo witaminy C oraz kofeiny
-ma działanie orzeźwiające
-wspomaga koncentrację.
-redukuje napięcie i stresy
-pobudza lepiej niż kawa
-posiada najsilniejsze właściwości antyoksydacyjne  i antymutagenne (zmniejsza ryzyko powstawania zmian nowotworowych w komórkach) ze wszystkich znanych herbat, trzy razy większe niż zielona herbata.
-zawiera polifenole, chroniące organizm przed atakiem wolnych rodników, które są odpowiedzialne za proces starzenia się organizmu.
Biała herbata zawiera aż 47% polifenoli , to znacznie wiecej niż zielona, która ma ich 20%. Jedna filiżanka białej herbaty zawiera tyle polifenoili, ile 12 szklanek soku pomarańczowego. Dlatego nazywana jest często „eliksirem młodości”.  

CZERWONA HERBATA
Ta herbata smakuje mi chyba najmniej, jednak mimo wszystko nie jest wcale zła. Tak jak mówiłam - kwestia gustu. :) Choć przyznam, że pałam do niej sympatią ze względu na te odchudzające właściwości xD  
Właściwości: 
-wspomaga ona pracę wątroby
-obniża poziom cholesterolu
-oczyszcza organizm
-pobudza procesy trawienne
-wzmacnia organizm
-dzięki regularnemu spożywaniu wpływa na spadek masy ciała. Co ciekawe działa ona jedynie na zbędne pokładu tłuszczu powodując naturalny proces odchudzania.
-pomaga w trawieniu
-stymuluje pracę wątroby.
-jej spożycie pozwala obniżyć poziom alkoholu w krwi (o 0,45 promila w ciągu dwóch godzin)
-przywraca też utraconą jasność umysłu
-poprawia też samopoczucie

Warto pić regularnie wyżej wymienione herbaty, szczególnie liściaste, ze względu nie tylko na ich smak, lecz przede wszystkim dlatego, że jest to zdrowe i korzystne. Niemniej jednak warto czasem skusić się na jakąś herbatkę smakową, np. cynamonową, karmelową lub malinową:) Swego czasu bardzo lubilam tego typu herbatki i do tej pory mam sporą kolekcję w domu.

Źródła: zdjęcia wzięlam z google grafika, natomiast informacje o właściwościach zaczęrpnęłam ze stron: herbatazielona.com.pl oraz eherbata.pl

Wyznacz swoje cele, czyli od czego zacząć?


Aby było mi łatwiej, wyznaczę sobie moje ogólne cele. Powiedzmy, że czas ich realizacji to początek nowego roku, czyli 1 stycznia 2013. Ważne jest też, aby cele były REALNE. 

CELE: 
  1. Schudnąć 15 kg.
  2. Poprawić kondycję ciała, skóry, włosów.
  3. Uzyskać wysoką średnią (dopiero idę na studia także będzie ciężko)
  4. Oszczędzić 500zł.
  5. Przeczytać ok. 20-30 książek (podobno przeciętny Polak czyta 4 książki miesięcznie, ale książki, które ja czytam mają zazwyczaj ok. 400-500stron, więc tyle wystarczy) 
  6. Rozwijać swoje hobby – rysowanie. 
  7. Spędzać czas bardziej aktywnie.
  8. Zrobić szpagat.
  9. Podszkolić angielski
  10. Nauczyć się drugiego języka.  
Oczywiście takie cele należy przemyśleć, wiadomo, że możemy zmienić zdanie, itd.
Zajmijmy się teraz szczegółowo celem pierwszym – schudnąć 15 kg.
Jest to oczywiście luźny cel, tzn. schudnę 14 -ok, schudnę 17 - też się nie obrażę. :) 
Aby to osiągnąć muszę wykonać pomniejsze cele:

  1. Pić 1,5 litra wody dziennie.
  2. Ograniczenie słodyczy do 1 słodkości w tygodniu, potem całkowita eliminacja.
  3. Zero soli. Zero cukru.
  4. Dużo warzyw, owoców.
  5. Mniej śmieciowych węglowodanów, umiarkowana ilość białka.
  6. Realizować plan treningowy.
  7. Cardio 4x w tygodniu.
  8. Ważenie co miesiąc.
  9. Pomiary co 2 tygodnie.
  10. Regularność posiłków (5 dziennie)
  11. Podejmować wyzwania.
  12.  Pić herbaty zielone, czerwone, białe.
  13. Pokonać lenia ;D
  14. Być pozytywnie nastawioną i zmobilizowaną!

Moja historia odchudzania jest długa niczym 100 rolek papieru toaletowego. Wszelkie moje próby kończyły się efektem jojo i rozregulowanym metabolizmem z czym walczę do dziś, dlatego bardzo wolno spadają mi kilogramy. Do tego wszystkiego dorzucę jeszcze pro anę, która na szczęście nie usidliła mnie do końca, aczkolwiek wciąż siedzi gdzieś w głowie i co jakiś czas się uwalnia, aby mnie podręczyć psychicznie, choć teraz sobie z tym radzę i nie poddają się pokusie powrotu do przeszłości. Póki co, zdrowie stawiam na pierwszym miejscu i cieszy mnie to bardzo. Powiem wam, że jest to bardziej opłacalne niż kombinowanie i unikanie działania i wysiłku. 

A wy? Macie jakieś cele? Zapuścić włosy, schudnąć, zacząć biegać, nauczyć się grać na gitarze? Jestem ciekawa, bo może znajdzie się coś, co będę mogła od was podpatrzeć :D 

Początek


Codziennie kładziemy się z myślą ‘a może coś by zmienić w swoim życiu?’, co roku robimy niezliczoną ilość postanowień, wprowadzamy krótkotrwałe zmiany. Chcemy, ale nie potrafimy. Dlaczego tak się dzieje? Czemu innym się udaje, a nam nie? W końcu porzucamy wszystko i wracamy do starych nawyków. Marnujemy czas oglądając telewizję, zajadając smakołyki i siedząc na facebooku lub kwejku. Czy naprawdę takiego życia chcemy? Jeśli twoja odpowiedź brzmi NIE, to dobrze, że tu jesteś, ponieważ zgadzam się z tobą i również chcę to zmienić. Od dziś, od teraz. Bo przecież razem zawsze raźniej, prawda? Zaczynajmy! 

Jaki jest nasz cel?
Zmiana nawyków, making life better, bycie szczęśliwym. Są to bardzo ogólne cele, ponieważ każdy z nas ma własne plany, marzenia czy choćby definicję szczęścia. Nie potrafimy jednak działać i to nasza wada. Przeczytałam kiedyś w jakimś poradniku, że trzeba zacząć od małych rzeczy, aby spełnić wielkie marzenia. Niby banalne i oczywiste, ale teraz odpowiedz sobie na pytanie: Gdzie widzisz siebie za 20 lat? Co chcesz osiągnąć? 
Już? To teraz zastanów się, co zrobiłaś, aby zbliżyć się do tego celu? Ok, brzmi to trochę abstrakcyjnie, więc pokażmy to na prostym przykładzie. 
Cel: Za 20 lat chcę mieć ładne, spore mieszkanie.
Co muszę zrobić, aby to osiągnąć? Rozłóżmy wszystko na czynniki pierwsze:
Aby mieć ładne i duże mieszkanie muszę mieć pieniądze, aby je kupić i urządzić. Aby mieć pieniądze muszę mieć dobrą pracę. Aby mieć dobrą pracę, muszę ją zdobyć dzięki doświadczeniu i dyplomowi. Aby zdobyć dyplom i doświadczenie muszę dobrze się uczyć i iść na praktyki lub coś w tym stylu. Przydałoby się też stypendium za wyniki w nauce. Aby to zdobyć muszę mieć wysoką średnią. Aby mieć wysoką średnią muszę zdobyć dobre oceny. Aby zdobyć dobre oceny z sesji, muszę się uczyć systematycznie, tzn. codziennie. I tak dochodzimy do dzisiaj. Czyli, aby mieć ładne, spore mieszkanie muszę JUŻ DZISIAJ nauczyć się tego,co chciałam odłożyć na potem. Czy teraz mniej więcej rozumiecie o co mi chodzi? Tak samo jest z innymi rzeczami: odchudzaniem, byciem bardziej oczytaną, zdobyciem nowych przyjaciół czy podróżowaniem. 


No dobrze, koniec z teorią, czas na praktykę! :D